Rozmiar czcionki: 

  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
Reklama
Start Bezpiecznie na co dzień Kierowca Białe piekło na drodze, czyli zabójcza mgła

Białe piekło na drodze, czyli zabójcza mgła

 

Mgła - wypadekJuż sam widok mrozi krew w żyłach: samochody zgniecione jak puszki po piwie - jedne w drugich, jedne na drugich. Widać, że kierowcy byli totalnie zaskoczeni i nie mieli pojęcia, w co się pakują. Karambol we mgle to jedno z bardziej traumatycznych doświadczeń. Brytyjczyk, który rok temu wyszedł cało z karambolu w Hrabstwie Kent (100 samochodów, 200 rannych), mówił, że czuł się jak pionek w koszmarnej grze w kręgle, gdzie kulami były nadjeżdżające auta.


Paradoksalnie skutki są tym gorsze, im lepsza droga. To jedyna sytuacja, gdy autostrady i ekspresówki przegrywają z innymi drogami. Nigdzie indziej nie zderza się 100 i więcej aut. Jak na A2 między Hanowerem a Peine, gdzie pięć lat temu powpadało na siebie 260 pojazdów. Czy jak na A58 w Holandii, gdzie 16 września w pułapkę mgły wpadło 150 aut. Dlaczego?

Psychologia: autostrady usypiają czujność, zwodzą kierowców. Czują się tam bezpieczni: nie ma skrzyżowań, rowerzystów, przechodniów ani ostrych zakrętów, więc kierowcy jadą szybko. Wjeżdżają w mgłę, myśląc, że tylko na chwilę. Że za 100-200 metrów widoczność się poprawi. Ale mgła gęstnieje. To, co się dzieje dalej, wynika z kilku prawidłowości.


10 metrów widoczności

1. Iluzja bezpieczeństwa sprawia, że wielu kierowców nie zwalnia we mgle. Niemal nic nie widzą, ale wystarcza im majacząca linia ciągła lub przerywana i świadomość, że jadą swoim pasem. Tak robi większość. Ale są wyjątki. W maju na S8 w Kowiesach kierująca autem nie wytrzymała. Zwolniła, prawie stanęła. Poniekąd słusznie: przepisy nakazują, by dostosować prędkość do warunków jazdy. Zeznała później: "Mgła była tak gęsta, że mąż musiał otworzyć okno, bo nie widzieliśmy, gdzie są barierki". Świadkowie potwierdzają - widoczność nie przekraczała 10 metrów. Jednak kobieta nie przewidziała konsekwencji. Te były zaś ilustracją tezy, że groźna jest nie tyle prędkość, ile...

2. Różnica prędkości. Na ledwie toczące się auto wpadło inne - rozpędzone. To tir, którego kierowca siedzący dwa metry nad jezdnią czuł się tak bezpiecznie, że nawet nie zwolnił. Przecinał mgłę z prędkością 95 km/godz. - o 15 km/godz. wyższą od dopuszczalnej. W normalnych warunkach byłoby to wykroczenie. W tych - brawura, która przyczyniła się do śmierci trzech osób. Prócz bezmyślności i iluzji bezpieczeństwa swój udział w wypadku miało też...

3. Złudzenie optyczne, któremu ulegamy wszyscy: przedmioty we mgle wyglądają na oddalone bardziej, niż są. Nasz mózg przyzwyczaił się, że to, co niewyraźne, zwykle jest daleko (wykorzystują to malarze budujący perspektywę w obrazach). Jeśli więc widzimy majaczące we mgle światła samochodu, w istocie jest on 20-40 proc. bliżej, niż nam się wydaje. To kolejna rzecz, która usypia czujność i ma ogromne konsekwencje - nie reagujemy tak szybko i stanowczo, jak powinniśmy. Kiedy kierowca tira zobaczył auto, nie miał szans się zatrzymać. Nim wcisnął hamulec, minęła prawie sekunda, bo taki jest średni czas reakcji. Przy tej prędkości jego tir pokonał ok. 20 metrów. A nim zareagował pneumatyczny układ hamulcowy - kolejne trzy-cztery metry. I wreszcie droga hamowania. Załadowany tir (ciągnik siodłowy plus naczepa) waży średnio 44 tony. Czyli tyle, co 30 aut osobowych. Droga hamowania osobówki ze 100 do 0 km/godz. to ok. 40-45 metrów. Tir na zatrzymanie się z 80 km/godz. potrzebuje 140 metrów. Dlaczego o tym piszę? Spójrzmy na konsekwencje takich wypadków na Zachodzie i u nas.

Tiry i ekrany

We wspomnianych karambolach w Niemczech i Holandii uczestniczyło 410 samochodów. Dodajmy karambol w Belgii na A19 na 100 aut, w Niemczech na A8 - 200 aut, w Szwecji na E4-100 aut oraz w Wielkiej Brytanii na A249 - 140 aut. W sumie 950 pojazdów, w tym wiele do kasacji. A ile ofiar? Trzy. Tyle, co u nas w Kowiesach, gdzie zderzyło się 11 aut. A więc 85 razy mniej. Wcześniej w karambolu na A4 koło Gliwic było 9 aut i dwie ofiary. Skąd taka różnica? Kiedy zadałem to pytanie specjalistom, mieli problem z odpowiedzią.

A ta tkwi w statystykach: po naszych drogach jeździ dwa miliony samochodów ciężarowych i dostawczych. Do tego dochodzi ciężki ruch tranzytowy, czyli kolejne dwa miliony ciężarówek. W efekcie ich zagęszczenie jest tu dużo wyższe niż za Odrą. A jeden tir wbijający się w korek z powodu bezmyślnego lub roztargnionego kierowcy wystarczy, by spowodować masakrę. Te trzy ofiary w Kowiesach zginęły w ten właśnie sposób: najpierw uderzyły w naczepę stojącego tira, by po chwili to w nich uderzył kolejny tir, miażdżąc auto, którym jechali.

Jest też inny czynnik. - Nasze autostrady są wyjątkowo szczelnie obstawione ekranami. Także na pustkowiu - mówi dr Adam Pietrzak, ratownik drogowy od 25 lat. - To bardzo utrudnia szybkie dotarcie do karambolu i ewakuację ofiar. Są niemal odcięci od świata. Wyjścia awaryjne bronią kłódki i łańcuchy. Służby muszą je forsować, tracąc czas. Śmigłowiec ma problem, by wylądować. W efekcie akacja ratownicza musi być prowadzona niemal jak w tunelu.

I trzecia rzecz: stan techniczny pojazdów. - Światła pozycyjne wielu dostawczaków świecą jak stara latarka. We mgle są niemal niewidoczne - zauważa Pietrzak. - A wiele tirów na naszych drogach jest mocno przeładowanych. Jak ukraiński tir ważący 58 ton. Gdy zmierzono jego drogę hamowania z 70 km/godz., wyszło 222 m.

Pora mgieł, pora łez

Duża masa, długa droga hamowania tira i wreszcie ich mnogość czyni nasze drogi szczególnie niebezpiecznymi. Zwłaszcza we mgle. A te nasilą się w październiku (najbardziej zamglony miesiąc to listopad) i będą trwały do marca. Jeśli spotka nas pech i we mgle nadziejemy się na korek, musimy działać szybko i bezbłędnie, bo stawką jest życie. Kiedy wjedziemy w mgłę, musimy:

1. Natychmiast włączyć tylne światło przeciwmgłowe, które jest obowiązkowe (poniżej 50 metrów widoczności) i trzykrotnie mocniejsze (21 W) od świateł pozycyjnych. Dzięki temu kierowca jadący za nami ma szansę wcześniej nas dostrzec i zareagować. Jeśli mamy przednie światła przeciwmgłowe, bezwzględnie powinniśmy z nich skorzystać (patrz ramka). Pozwolą ujrzeć przeszkodę kilka-kilkanaście metrów wcześniej. Najgorsze, co można zrobić, to włączyć światła drogowe - przed maską utworzy się biała ściana odbitego światła i nic nie zobaczymy. Po wyjechaniu z mgły należy wyłączyć światła przeciwmgłowe, zwłaszcza tylne (może oślepiać kierowców). Ich nieuzasadnione użycie grozi mandatem.

2. Zwolnić. Akurat w tym przypadku policyjna formułka mówiąca o "niedostosowaniu prędkości do panujących warunków jazdy" trafia w sedno. Wiedząc, że dopuszczalna prędkość to 130 lub 140 km/godz., kierowcy za wystarczający ukłon w stronę bezpieczeństwa uznają jazdę z prędkością 80-100 km/godz. Jak uczy życie - zbyt wysoką. A jaka prędkość jest właściwa? Zależy od widoczności. By ją ocenić, w niektórych państwach są na drogach dodatkowe punkty odniesienia (zwykle znaki poziome w postaci heksometrów). U nas ich nie ma. Ale można do tego wykorzystać przydrożne słupki rozstawione co 100 metrów. Jeśli mijając jeden dostrzegamy (choćby ledwo) drugi, można jechać nawet 80 km/godz. Co innego kierowca tira - by wyhamować na 100 metrach, musi jechać najwyżej 40-50 km/godz.

3. Włączyć światła awaryjne, jeśli musimy zwolnić jeszcze bardziej, bo mgła jest gęsta jak mleko lub drogę tarasują inne auta.

4. Zerkać w lusterko co kilka sekund. Gdy tylko zobaczymy szybko rosnące światła samochodu, powinniśmy przyspieszyć, by uniknąć staranowania lub złagodzić uderzenie. Nawet gdy będziemy jedyną przeszkodą na pustej drodze, kierowca tira może nas staranować, uznając to za mniejsze zło. Wykonując gwałtowny manewr ominięcia, ryzykuje, że utraci kontrolę nad pojazdem, gdy ciężka naczepa zacznie wyprzedzać ciągnik.

5.Stopniowo zbliżać się do prawej strony jezdni, przyjmując za punkt odniesienia prawą linię krawędziową.

6.Wyłączyć radio, przykręcić dmuchawę, uchylić szybę. Krótko mówiąc, nadstawić uszu. W gęstej mgle często szybciej usłyszymy nadjeżdżający pojazd, niż go zobaczymy. Podczas omijania lub wyprzedzania innego pojazdu możemy ostrzegawczo użyć klaksonu.

7. Starać się zjechać z autostrady przy pierwszej okazji. Bezpieczniej jest przeczekać mgłę na parkingu lub pojechać bocznymi drogami.

8. Ustawić auto skosem w stronę barierki. Jeśli inne auta tarasują drogę tak, że musimy zatrzymać własne, skierujmy je lekko w bok. By nadjeżdżające z tyłu auto nie docisnęło nas do tira czy dostawczaka, a co najwyżej do energochłonnej bariery.

Uniwersalna zasada to utrzymywanie możliwie dużego dystansu za poprzedzającym pojazdem oraz unikanie gwałtownych manewrów.

Czego nie wolno? Zatrzymywać się na autostradzie, gdy można jechać dalej. Nawet na pasie awaryjnym.

Jak się ratować?

To optymistyczny scenariusz. Bo czasem bywa tak: jedziemy, widząc dwa lub trzy wolne pasy. I dosłownie w jednej sekundzie z mgły wyłania się barykada aut szeroka na całą drogę. Są za blisko, by udało się przed nimi zatrzymać. - Jadąc skrajnym pasem, skręciłbym w barierę ochronną, by jeszcze szybciej wytracić prędkość. Zniszczyłbym bok auta, ale złagodził siłę uderzenia - mówi Zenon Rudak z firmy Hella Polska.

- To dobry sposób, gdy droga jest śliska. Ale trzeba uważać. Bo hamując ostro, gdy jedno przednie koło jest na miękkiej trawie, możemy tak zdestabilizować pojazd, że przelecimy przez barierę ochronną - ostrzega Pietrzak.

A więc hamujemy, ale i tak uderzamy w stojące auta. Co wtedy?

Wyłączamy silnik (jeśli jeszcze pracuje), włączamy światła awaryjne i patrząc do tyłu, możliwie szybko opuszczamy pojazd. Owszem, to też niebezpieczne. Jednak mniej niż narażanie się na uderzenie przez rozpędzonego tira, a to u nas bardzo prawdopodobny scenariusz.

Pomagamy wyjść pasażerom, uciekamy za najbliższą barierkę ochronną i oddalamy się od drogi. A jeśli to niemożliwe (np. z powodu ekranów dzwiękochłonnych), przechodzimy do czoła karambolu, gdzie samochody są unieruchomione na amen. I dopiero stamtąd dzwonimy na policję.

Niestety w Polsce, gdzie na samochód trzeba pracować latami, wielu właścicieli nie chce się z nim rozstać nawet wtedy. Siedzą więc w środku lub wychodzą i oglądają uszkodzenia. To karygodny błąd. W takiej sytuacji musimy koncentrować się tylko na ludziach.

Jak ostrzec innych?

Jeśli nasi bliscy są bezpieczni, możemy, a nawet powinniśmy, zatroszczyć się o innych. Pod warunkiem, że jesteśmy w stanie zrobić to szybko, sprawnie i z zachowaniem skrajnej ostrożności. Co konkretnie?

- Najlepiej odpalić flarę ostrzegawczą na skraju drogi 100-200 metrów wcześniej - podpowiada Pietrzak. - Taka flara kosztuje od 9 do 40 zł i pali się 15-20 minut. Widać ją z daleka, bo paląc się, rozprasza mgłę i rozświetla ją na czerwono. Nie ruszam się bez niej w drogę.

A jeśli flary nie ma? Zamiast niej można podpalić oponę wziętą np. z zapasu rozbitego auta z przodu karambolu. Jak? Zrobić knot ze szmaty, polać go benzyną lub ropą, wetknąć do opony i zapalić.

I flarę, i oponę powinniśmy rzucać na jezdnię ZZA barierki.

Najprostszy ale najbardziej niebezpieczny sposób to obrócenie jednego auta o 180 stopni, czyli w stronę przeciwną do kierunku jazdy, postawienie go na środku drogi, włączenie świateł drogowych i ucieczka za barierkę.


Źródło: http://wyborcza.biz/biznes/1,101716,16719430,Biale_pieklo_na_drodze__czyli_zabojcza_mgla.html#ixzz3GrEDNWc8

 

Więcej artykułów:

Film promujący numer 112

Bądź na bieżąco: Zapisz się na newsletter!Subskrybuj RSS!znamibezpiecznie na facebooku!znamibezpiecznie na youtube!

Szkolenie e-learning

busyLoading...

Partnerzy

Czy wiesz, że...

Gaśnicę wynalazł w 1816 roku Anglik - George Manmby, komendant koszar w Yarmouth (miasto położone na wyspie Wight). Impulsem do jej stworzenia był pożar, którego był świadkiem i niemożność fachowego i szybkiego ugaszenia go.

Głównym elementem jego gaśnicy był metalowy walec, w którym znajdowała się woda wypuszczana pod wpływem sprężonego powietrza.

Akademia Pierwszej Pomocy szkolenia Częstochowa

Sklep apteczki instrukcja pierwszej pomocy

STaC obsługa BHP Częstochowa

Bezpieczny kierowca - pliki

Europejska Karta Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego


Szkolenia z pierwszej pomocy  |   Obsługa i szkolenia BHP Częstochowa
kontakt