Rozmiar czcionki: 

  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
Reklama
Start BHP Medycyna ratunkowa Lekarze rodzinni nie chcą być donosicielami

Lekarze rodzinni nie chcą być donosicielami

 

Przemoc"Lekarze rodzinni nie chcą być donosicielami" - usłyszeliśmy od jednej z lekarek, szefowej Związku Lekarzy Rodzinnych i Pracodawców w Lublinie. Wielu lekarzy nie reaguje, gdy przychodzi do nich kobieta np. z grypą i ma na ciele siniaki. Nie reagują, mimo że znają przepisy mówiące, co i jak trzeba zrobić.

- Bo lekarz rodzinny jest swego rodzaju spowiednikiem w danym środowisku. Jeżeli pacjent przychodzi i mówi mi o wszystkim, to trudno być donosicielem - mówi dr Teresa Dobrzańska-Pilichowska. Jest lekarzem rodzinnym w małej miejscowości kilkadziesiąt kilometrów od Lublina i prezesem związku lekarzy. Wie, że powinna wypełniać zaświadczenia dla policji czy prokuratury, zna przepisy, była na szkoleniu. Ale tego nie robi, choć spotyka się z ofiarami przemocy. Przyznaje, że trafiła do niej m.in. pacjentka, która powiedziała, że spadła ze schodów, a miała ślady pobicia. Dlaczego nie zareagowała?

- Nierzadko jest tak, że rodzina dziś się kłóci, a jutro się godzi, a lekarz rodzinny nie jest w stanie ponieść tej odpowiedzialności, jeżeli doniesie na żonę czy na męża - mówi lekarka. Jej zdaniem lekarz po takim "donosie" może się stać "wrogiem publicznym numer jeden" w danej miejscowości.

- Wystawienie zaświadczenia to nie jest donos - przekonuje z kolei dr Tomasz Bałys, lekarz rodzinny z Wólki Lubelskiej, który prowadzi swoją praktykę od kilkunastu lat. Reaguje, wystawia zaświadczenia, jak trzeba, zawiadamia odpowiednie służby. Miał takie przypadki. - To jest wyciągnięcie ręki do pacjenta czy pacjentki. Nie wyobrażam sobie, aby nie zareagować - dodaje dr Bałys.

Co mówi prawo?

Lekarz, gdy podejrzewa przemoc, powinien wypełnić zaświadczenie dla policji czy prokuratury. Taki "społeczny obowiązek" wprowadziła Ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. "Osoby, które w związku z wykonywaniem swoich obowiązków służbowych lub zawodowych powzięły podejrzenie o popełnieniu ściganego z urzędu przestępstwa z użyciem przemocy w rodzinie niezwłocznie zawiadamiają o tym policję lub prokuratora" - czytamy w art. 12 tej ustawy. W załączniku do rozporządzenia ministra zdrowia z 22 października 2010 r. jest nawet wzór specjalnego zaświadczenia, które lekarz powinien wypełnić.

Przepisy obowiązują od grubo ponad roku, ale lekarze niekoniecznie się do nich stosują. Jak wynika z naszych rozmów z prokuratorami z różnych miast w Polsce, zaświadczeń praktycznie nie ma. Takie informacje mamy m.in. z prokuratur w Kielcach, Jarosławiu, Lubaczowie (Podkarpacie) czy z Prokuratury Rejonowej Lublin Południe. I nie wynika to faktu, że takich przestępstw nie ma. Znęcanie to jedno z najczęstszych przestępstw.

Lekarka chce być anonimowa

W Lublinie przez ponad rok wpłynęło tylko jedno zaświadczenie od lekarki, która na ciele kobiety zauważyła siniaki. Dotarliśmy do pani doktor, która wypełniła druk i wysłała go do prokuratury. To lekarka z małej miejscowości pod Lublinem. Prosi o niepodawanie nazwy miejscowości ani jej danych osobowych. Choć wie, że zrobiła dobrze i dziś postąpiłaby tak samo, to jednak woli pozostać anonimowa.

- Zaświadczenie wypełniłam, bo jest to obecnie w moich obowiązkach, a staram się z nich wywiązywać - mówi. Jak dodaje, w tej konkretnej sytuacji było coś jeszcze. Od dawna wiedziała, że pacjentka jest ofiarą przemocy, ale kobieta nie chciała wsparcia. - Teraz zaświadczenie było dodatkowym narzędziem. Z jednej strony uniezależniało moje decyzje i działania od zgody pacjentki lub jej braku, a z drugiej było formą przekonania ofiary, że to, co ją dotyka w sferze fizycznej, materialnej, a zwłaszcza psychicznej, jest łamaniem prawa i podlega działaniom z urzędu - wyjaśnia lekarka.

"Donoszenie", zeznania, wytykanie palcami...

Dlaczego lekarze tak się bronią przed wypełnianiem zaświadczeń dla policji i prokuratury? Argumentów jest kilka. Po pierwsze: donoszenie. Jak mówią lekarze, starają się działać dla dobra pacjenta i pomagać, ale niekoniecznie przez "donosy".

Niektórzy uważają, że wystarczy rozmowa z pacjentką czy jej mężem. - Nie wystarczy - odpowiadają specjaliści. Zdaniem Agnieszki Zielińskiej, szefowej Centrum Interwencji Kryzysowej w Lublinie, ofiary przemocy same nie są w stanie zrobić pierwszego kroku, często zaprzeczają, że są bite czy maltretowane psychicznie. Stąd zachowanie lekarza jest tak ważne. - To, że lekarz mówi: "Widzę, że pani nie spadła ze schodów, tylko została pobita", może stanowić impuls do tego, że ta kobieta przyzna: "Tak, to prawda". I wtedy może sięgnąć po pomoc, może wyjść, o wszystkim opowiedzieć - mówi Zielińska. - Takie zaświadczenie lekarza daje poczucie, że został jakiś ślad, że sprawca przestaje być anonimowy - dodaje.

Lekarze mówią o czymś jeszcze: że zostają w tym środowisku, że tu pracują, żyją. I nie chcą, by przez jedno zaświadczenie pacjenci się od nich odsunęli czy wytykali ich palcami. - Cały czas pracujemy w danym miejscu, chcemy dalej pracować, w związku z czym bardzo trudno jest nam takie zaświadczenia wystawiać - mówi jedna z lekarek (też prosi o anonimowość).

Medycy zwracają też uwagę na bardziej przyziemny problem - że po wystawieniu zaświadczenia są przesłuchania, wizyty w sądach, a to oznacza, że trzeba szukać zastępstwa na dyżur w przychodni.

To co dzieje się u innych to ich problem?

Specjaliści od przemocy i prokuratorzy nie mają wątpliwości, że przyczyną oporów ze strony przedstawicieli służby zdrowia może być coś zupełnie innego. To stereotypy. - Wydaje mi się, że pokutuje takie przekonanie nie tylko wśród lekarzy, ale generalnie w społeczeństwie, że to sprawy rodzinne toczące się za ścianą, w które nie chcemy ingerować - mówi prokurator Beata Syk-Jankowska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Lublinie.

Zbyt często uznajemy, że małżonkowie się pogodzą, że dojdą do porozumienia. - Dopiero jak dochodzi do eskalacji konfliktu, do jakiejś tragedii w tej rodzinie, pojawiają się pytania, gdzie były instytucje, gdzie byli sąsiedzi - dodaje Syk-Jankowska.

Zdaniem terapeutów nazywanie reakcji na przemoc "donoszeniem" to kompletne nieporozumienie. - Wydanie zaświadczenia przez lekarza, pokierowanie taką ofiarą przemocy to przecież minimum tego, co można zrobić - słyszymy w Centrum Interwencji Kryzysowej.

Ale zaświadczenia to nie wszystko

Zaświadczenie wystawione przez lekarza, w zgodnej opinii specjalistów od przemocy, może być impulsem, zachęceniem ofiary do działania. Ale to za mało.

Lekarka, która zaświadczenie wystawiła, przyznaje, że brakuje szkoleń dla lekarzy z zakresu przemocy. - Zbyt mało wiemy jako lekarze na temat przemocy w rodzinie, o jej mechanizmach, irracjonalnych zachowaniach ofiar, m.in. o ich błędnym przekonaniu, że kiedyś się zmieni, będzie lepiej - mówi pani doktor. Jak dodaje, dla niej problemem jest też to, że lekarka nie wie, do kogo dalej jej pacjentka trafi: czy do prokuratora, który podejdzie do problemu z wyczuciem i będzie próbował kobietę zrozumieć, czy do służbisty, który zapłakanej ofierze przemocy na przesłuchaniu powie: "Proszę wyjść i wrócić, jak się pani uspokoi". A tak też, niestety, bywa.

- Powinna być lepsza informacja, w ramach szkoleń dla lekarzy. Bo za mała jest świadomość w zakresie tego, jak działać przy przemocy w rodzinie, z kim współpracować - mówi dr Bałys. On wie, jak działać, bo dostał taką informację z gminy o tym, że powstał zespół interdyscyplinarny, do którego trafiają sygnały m.in. o przemocy w rodzinie.

- Jeżeli przymkniemy oko na przemoc, patologię, to tak, jakbyśmy w tym aktywnie uczestniczyli. A tak nie można, tutaj nie ma kompromisów - dodaje dr Bałys.

Źródło: "Gazeta Wyborcza"

 

Więcej artykułów:

Film promujący numer 112

Bądź na bieżąco: Zapisz się na newsletter!Subskrybuj RSS!znamibezpiecznie na facebooku!znamibezpiecznie na youtube!

Szkolenie e-learning

busyLoading...

Partnerzy

Czy wiesz, że...

Najnowsze badania przeprowadzone przez naukowców z Peninsula College of Medicine & Dentistry (PCMD) w Wielkiej Brytanii wydają się popierać tezę, że kontrola ciśnienia tętniczego powinna być wykonywana na obu rękach.

Choć zgodnie z obowiązującymi wytycznymi ciśnienie powinno być mierzone na obu rękach, ankiety przeprowadzone wśród lekarzy ujawniły, że nie robią oni tego zbyt często. 
"Nasze wyniki wskazują, że różnica pomiędzy ciśnieniem skurczowym na prawej i lewej ręce wynosząca 10 mmHg może pomóc w identyfikacji pacjentów z grupy ryzyka, którzy wymagają dalszej oceny stanu naczyń krwionośnych" - powiedział dr Christopher Clark, prowadzący badania. Różnicę tę naukowcy wiążą z chorobami naczyń obwodowych. Przebiegają one zwykle bezobjawowo, ale mogą prowadzić do zwężenia lub niedrożności tętnic. Natomiast rozbieżność wynosząca 15 mmHg może świadczyć o ryzyku chorób naczyń mózgowych, a także o zwiększonym o 70 proc. ryzyku zgonu z powodu chorób układu krążenia. Nie jest przy tym istotne, na której ręce wartość ciśnienia jest wyższa. 

Źródło: Lancet 2012, doi:10.1016/S0140-6736(11)61710-8.

Akademia Pierwszej Pomocy szkolenia Częstochowa

Sklep apteczki instrukcja pierwszej pomocy

STaC obsługa BHP Częstochowa

Europejska Karta Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego


Szkolenia z pierwszej pomocy  |   Obsługa i szkolenia BHP Częstochowa
kontakt